Menu

Artykuły


 

Sudety MTB Challenge

Sudety MTB Challenge jest 6-dniowym rowerowym wyścigiem etapowym, odbywającym się w Kotlinie Kłodzkiej. W tym roku w dniach 27.07 – 01.08 odbyła się dziesiąta edycja tej najstarszej polskiej etapówki . Zawody rozpoczęły się przy udziale niespełna 400 uczestników z 25 krajów i 5 kontynentów.  Program trochę zmieniono – prolog i 2 etapy zostały rozegrane w Stroniu Śląskim, pozostałe etapy prowadziły do mety w Kudowie Zdroju. Miałem już okazję brać w tym wyścigu  udział w zeszłym roku w kategorii Solo. W tym roku postanowiliśmy zawalczyć o koszulki Finishera z moją dziewczyną Anią wspólnie – w kategorii mix. Poniżej krótka relacja, dzień po dniu, z naszych zmagań.

Prolog – Sienna -> Stronie Śląskie
Składał się z łatwego technicznie podjazdu i dość trudnego technicznie zjazdu z Czarnej Góry, który urozmaiciła jeszcze wcześniejsza burza i ulewa. Na szczęście udało się ukończyć bez większych problemów na 12 miejscu w mixie ( jedna ekipa już odpadła na prologu).

 I etap – Stronie Śląskie
Rozpoczął się piękną pogodą, nie wskazującą na to co się będzie dziać. Jechaliśmy z Anią "swoje" - powoli i byle do przodu. Początek oczywiście podjazd potem techniczny zjazd i ogólnie całość trasy wyglądała podobnie. Im bliżej Śnieżnika tym więcej szutrów. Na Śnieżniku dopadła nas burza ale jeszcze bez deszczu. Udało się w miarę bezpiecznie zjechać czerwonym szlakiem. Potem w połowie podjazdu na Przełęcz Śnieżnicką dopadła nas ulewa i towarzyszyła już do końca przez kilka podjazdów i techniczny zjazd z Czarnej Góry (w pewnej części zejście) do mety.

II Etap – Stronie Śląskie
 Dzisiaj, mimo kiepskich prognoz, pogoda dopisała. Niestety sprzęt zawiódł. Tylna manetka przerzutki odmówiła jakiejkolwiek współpracy i straciliśmy 25 minut w serwisie u Czechów na trasie. Zakończyło się na wymianie na jakieś cudo sprzed miliona lat, a tamtą, powiedzieli, że spróbują naprawić. Trasa do 39 km banalna - niekończące się szutrowe podjazdy i zjazdy w masywie Śnieżnika. Na 40 km rozpoczęła się walka z dość błotnistą po ostatnich opadach ścieżka graniczną. Na koniec błotny i korzenny zjazd, ostatni 5km szutrowy podjazd i 6km zjazd do mety. W sumie 68km i niecałe 2000m przewyższeń. Ani się jechało dzisiaj lepiej niż wczoraj, a ja się trochę spiąłem na podjazdach ciągnąc, pchając i udało się odrobić 20 minut straty z pitstopu.

III etap – Stronie Śląskie -> Bardo
Miał być najgorszym etapem. Najpierw najłatwiejsza część trasy czyli 11 km podjazdu po szutrze i asfalcie, potem wjazd na niekończący się singiel po szlaku granicznym. W skrócie korzeń na kamieniu, kamień na korzeniu. Krótkie podjazdy i zjazdy trwające aż do dość trudnego technicznie zjazdu z Borówkowej Góry. Tam się kończył singiel po ok. 30km i zaczynało ostatnie 20 km trasy. 2 podjazdy i ostateczny zjazd do mety drogą krzyżową z góry Kalwarii w Bardzie. Na szczęście pogoda dopisała więc humory mieliśmy raczej dobre – połowa z nami. Wieczorem zaczęło lać.

IV etap – Bardo -> Walim
Miał być etapem krótkim i przyjemnym. "Tylko" 44 km. Jednak deszcz z poprzedniego dnia, oprócz krótkiej przerwy rano, nie ustał. Nastroje nie były zbyt dobre jednak ruszyliśmy. Trasa na profilu to praktycznie jeden 40 kilometrowy uphill. Ciężko opisać warunki na trasie. Można powiedzieć, że były gorsze na zeszłorocznym Bikemaratonie w Zdzieszowicach. Po ponad 5 godzinach walki, bo tylko tak można to nazwać, dotarliśmy na metę. Przemoknięci i zmarznięci. Marzyliśmy o lepszej pogodzie na ostatni dzień. Wieczór spędziłem na przywracaniu rowerów do stanu używalności. Ideału już nie dało się osiągnąć.

V etap – Walim -> Kudowa Zdrój
 Ostatni, oczekiwany dzień. Niecałe 80 km. Pogoda można powiedzieć dopisała. Ok 15-17 stopni, lekka mgiełka lub chmura wyżej w górach. Trasa przebiegła sprawnie i przyjemnie. Ania w nocy nabrała jakichś tajemnych sił. Standardowo na początku podjazd, potem przejazd przez Głuszycę, Andrzejówkę, Spicak, wzdłuż granicy do Radkowa, Szczeliniec  Mały, Karłów i przez Błędne Skały do mety.  Oprócz pewnego fragmentu w bagnie nawierzchnia na trasie była przyczepna i umożliwiająca dość płynną jazdę. Po w sumie prawie 31 godzinach dotarliśmy na metę i odebraliśmy upragnione koszulki  Finishera.

Kuba Błachowiak i Ania Olejnik

W sumie wyszło ok. 340km i 11000m przewyższeń.
Ten wyścig na długo pozostanie w naszej pamięci :)

Dokładne mapy i profile tras dostępne na stronie:  http://www.mtbchallenge.com
 



Naszą stronę odwiedziło już
3959468 osób


Szczegółowe statystyki


 

 

 

Napisz do nas