Menu

Aktualności

4 bieg 10 km Szpot Swarzędz 2015 - w relacji kol. Beaty

Zbliżał się czas startu w biegu na 10 km Szpot Swarzędz. Nerwy dawały już znać od połowy tygodnia. Im bliżej tym bardziej nerwowo. Od piątku poczułam przypływ energii. W sobotę wróciłam wykończona, ponieważ nasza drużyna EURO-ROWER.PL organizowała zawody duathlonu w Krzywiniu. Miał być to mój pierwszy start w Swarzędzu. Ważny, gdyż chciałam pobić życiówkę. Biegałam i startowałam w kilku zawodach, ale chyba żadne nie były dla mnie tak ważne. Nigdy nie miałam parcia, żeby złamać jakiś konkretnie ustalony czas. Te zawody były inne, postanowiłam przebiec 10 km w 55 minut, może 56. Ale im więcej o tym myślałam wydawało to mnie się nierealne, że nie dam rady. Biec całe 10 km równym tempem 5:30…. To chyba zabójstwo dla mnie. A jak coś się stanie? Mój organizm tego nie wytrzyma? Jeśli to tempo jest zbyt szybkie dla mnie i odetnie mi siły na ostatnich kilometrach…. Może to jeszcze nie ten czas. Takie nasuwały się pytania. Z jednej strony słyszałam po co Ci to, biegnij dla przyjemności. Z drugiej dasz radę. Zawsze startowałam w zawodach bez przygotowania. Nie było źle.
Przez ok. miesiąc biegałam według planu. Teraz wszystko zależało już tylko od trasy, pogody i startu w tak dużym tłumie jak 4300 osób. Niedziela: wcześnie rano wstałam, zjadłam dwie małe kanapki z nutellą. Wszystko spakowane poprzedniego dnia. Ciuchy sportowe już na sobie i wyjeżdżamy. Zajeżdżamy na miejsce. Na dworze zimno, do tego jeszcze wieje. Wchodzimy do biura zawodów, tutaj o niebo lepiej cieplutko, odbieram pakiet startowy. Oglądam na ekranie filmik z trasą biegu. Robię się trochę głodna więc jem batonika. Jeszcze trochę wyczekiwania, wc i udajemy się na start. Oglądamy start VIP-ów na dystansie 300 metrów. Wzięli w nim udział między innymi samorządowcy, urzędnicy, posłowie. Wśród zawodników nie zabrakło byłego prezydenta Poznania, Ryszarda Grobelnego czy starosty Jana Grabkowskiego. Biegnącym towarzyszyła maskotka Swarzędza - Sękuś.
To teraz bieg główny. Ustawiam się pomiędzy dwoma sektorami. Rozglądam się i szukam czy kogoś znajdę kto pobiegnie na ten sam czas co ja. Podchodzę i pytam dziewczyn z Night Runners na jaki czas chcą pobiec. Ale okazuje się, że jedna biegnie po raz pierwszy i chce po prostu dobiec. Natomiast druga mówi, że ponad godzinę. Nic z tego nie wyjdzie, będę musiała zmagać się sama. Ale przed sobą widzę jeszcze jedną dziewczynę i podchodzę by zapytać o to samo. Wreszcie oczekiwana odpowiedź, biegnie tu pierwszy raz ale też chce zrobić życiówkę w tym samym czasie co ja. Mam kompankę, to teraz pobiegnie się raźniej. Zaczynam wierzyć, że 55 minut jest w zasięgu ręki. Bardzo sympatyczna dziewczyna. Jeszcze trochę porozmawiałyśmy w oczekiwaniu na start. Zbliża się chmura deszczowa. Pozostały dwie minuty do startu. Robi się nerwowo, dalej niech się zacznie. I jest - wystrzeliła armatka Bractwa Kurkowego. Pomału przemieszczamy się do startu. Niestety nie ma szans truchtać, do startu podchodzimy. Przekraczamy start, włączam zegarek i zaczęło się. Biegniemy, nie bardzo to można nazwać biegiem, ponieważ jest nas tak dużo i nie ma jak wyprzedzać. I tak przez dwa kilometry. Wieje wiatr. Pierwszy kilometr w 5:39, drugi 5:41. Strata 20 sekund. Ale biegniemy, nie poddajemy się. Trzymamy się z Magdą razem. Jeśli jedna wyprzedza to druga zaraz też i jesteśmy znowu koło siebie. Pierwszy kilometr nawet nie wiem jak przeleciał. Kolejne 4 też w miarę. Średnie tempo ok, ale momentami zerkając na zegarek widzę, że biegniemy za szybko i to sporo. Czy w takim razie dam radę do końca, czy nie opuszczą mnie siły na ostatnich kilometrach przed metą… Co wtedy… Po 4 km spada kilka kropel deszczu. Koło 5 km rozpadało się i to tak konkretnie. Teraz muszę zmagać się z wiatrem, deszczem i czasem. A zapomniałabym jeszcze podbiegi. Pierwszy to wbiegnięcie na wiadukt. Jest co robić. Po 6 km czuję, że słabnę i nie wiem czy dam radę biec dalej tempem poniżej 5:30. Jeszcze 4 km do końca. Ale Magda jest cały czas koło mnie, nie poddaje się. To dodaje mi sił, dzięki czemu i ja się nie poddaję i nie zwalniam tempa. Znowu podbieg, jest co się wspinać, tym bardziej, że w nogach mamy już 8 km. Teraz tempo na pewno nam spadnie. Ale nie, tempo utrzymane. Jeszcze 2 km. Ale co ja widzę znowu podbieg. Tempa nie obniżamy a nawet jest szybsze??? Słyszę, że będzie trochę z górki i do mety. Więc biegniemy, tak zbiegamy, zostało jeszcze 600 metrów. Podkręcam tempo i wbiegam na stadion. Teraz już tylko do mety, już coraz bliżej, jeszcze chwila i jest. Oczekiwany moment i okazuje się, że w czasie jeszcze lepszym niż chciałam 54 minuty i 28 sekund. 3 sekundy po mnie wbiega Magda i dziękujemy sobie za bieg. Wspaniała chwila :). Wiemy, że to nam bardzo pomogło, że biegłyśmy razem. Nie wiem czy wykręciłabym taki czas biegnąc sama. Pewnie nie. Dzięki Magda !.
Na mecie na stadionie miejskim jako pierwszy, dokładnie po 30 minutach i 42 sekundach od startu, pojawił się Szymon Kulka aktualny Mistrz Polski Juniorów na dystansie 10 kilometrów. 28 sekund później linię mety minął Joel Kosgei Komen z Kenii, a na miejscu trzecim zameldował się poznaniak Marcin Fehlau. Wśród Pań najlepsza okazała się aktualna mistrzyni Polski w maratonie, reprezentantka WKS Grunwald Poznań, Monika Stefanowicz, która uzyskała czas 34:14. Ponad 2 minuty później linię mety minęła na miejscu drugim Dorota Silarska, a miejsce trzecie przypadło Wioletcie Paduszyńskiej.
Był tam również Andrzej Świętek z Leszna, który zajął 2 miejsce w swojej kategorii wiekowej z czasem 37 minut i 30 sekund. Gratulacje!!!
Osoby z Leszna i ich czasy netto:
Andrzej Świętek 00:37:30
Jerzy Nogała 00:43:57
Jacek Nalewajko 00:50:41
Krzysztof Moskwa 00:54:21
Beata Rabcewicz 00:54:28
Wojciech Malik 01:01:57
Beata Mielcarek 01:01:58


Beata Rabcewicz


 



Naszą stronę odwiedziło już
4602464 osób


Szczegółowe statystyki


 

 

 

Napisz do nas